Podróżę

Walizeczka cz.1 – wakacyjne ubranka dla malucha

Pakowanie zawsze spędzało mi sen z oczu. Rozpisywanie długiej listy absolutnie niezbędnych rzeczy, kilkakrotne sprawdzanie każdej walizki i pomniejszego tobołka, zakupy na ostatnią chwilę… Właściwie uważam pakowanie się na wakacje za ich najtrudniejszy element. Od kiedy wyjeżdżamy na wakacje z Jaśkiem, pakowanie stało się sprawą superpoważną. Dlatego przed naszym urlopem nad morzem postanowiłam sobie ułatwić sprawę i stworzyłam listę rzeczy, które na pewno musimy zabrać ze sobą na każdy wakacyjny wyjazd. Dziś mam dla Was pierwszą odsłonę naszej wakacyjnej check-listy, zawierającą spis najważniejszych ubranek dla biegającego już malucha, które bez względu na wszystko zabieramy ze sobą w podróż. 

Podstawy podstaw – czyli dużo bodziaków

Ta część garderoby jest używana przez nas codziennie, odpuszczam zakładanie body tylko przy temperaturze 30+. Dlatego bez względu na prognozy pogody i kierunek wakacyjnego wyjazdu zabieram ze sobą przynajmniej 7-8 sztuk body, latem stawiając na egzemplarze z krótkim rękawem. 

Coś na głowę – na słońce i na niepogodę

Z racji tego, że pogoda potrafi płatać nam figle, zawsze zabieram ze sobą cienką czapkę, która osłoni głowę przed wiatrem na plaży albo nocnym chłodem na płycie lotniska. Do walizki pakuję również coś na słońce. W przypadku Jasia ochrona głowy stanowi pewien problem, a żadna czapka nie przetrwała na jego głowie dłużej niż minutę. Przerobiliśmy w tym sezonie 6 rożnych daszków, 3 kapelusze i 2 apaszki. Dopiero elastyczna apaszka bez wiązania, kupiona z polecenia innej mamy na pobliskim targu, zdołała utrzymać się na głowie Młodego Człowieka przez dłuższy czas. 

Coś ciepłego

Przynajmniej 3 bluzki z długim rękawem i dwie cieplejsze bluzy zawsze muszą znaleźć się w Jaśkowej walizce. Letnie wieczory potrafią zaskoczyć chłodem, a zmarzniętego malucha trzeba szybko ogrzać na wietrznej plaży po szaleńczej kąpieli w wodzie. 

Ulubiona piżama – najlepiej pachnąca jeszcze domem

Sen w nowym miejscu bywa dla malucha stresujący, dlatego zabieram zawsze coś, co będzie kojarzyło się Jaśkowi ze snem we własnym domu. Na pierwsze kilka nocy przyda się więc piżama, w której maluch zasnął ostatniego wieczoru w swoim łóżeczku.

Coś do wody

Nie jestem zwolennikiem puszczania maluszków na basenie czy plaży na golasa. Na plażę zabieramy ze sobą dwa stroje kąpielowe, żeby Jasiek nie biegał w przemoczonych ubraniach. Zwracam uwagę, aby wykonane były z materiału szybkoschnącego oraz odbijającego promieniowanie UV.

Wygoda przede wszystkim

Na wakacje nie zabieram Jaśkowi stylowych rurek, sweterków na guziki, a nawet sztywnych, materiałowych spodni. Urlop staramy się spędzić na totalnym luzie, więc do walizki pakuje głównie miękkie i wygodne dresy, a także kilka par krótkich spodenek z gumką w pasie. Staram się nie zabierać ze sobą ubranek całkiem nowych czy wyjątkowo dla mnie cennych, bo na urlopie jeszcze bardziej niż w domu przestrzegamy zasady „brudne dziecko – szczęśliwe dziecko” i pozwalamy Jaśkowi do woli grzebać w błocie czy piachu, zupełnie nie przejmując się zabłoconymi spodniami czy plamami po owocach, zjadanych prosto z krzaczka. Wakacje to wakacje!

Zabrałaś skarpetki?

Chociaż sama nie noszę skarpetek mniej więcej od czerwca do września, dla Jasia zabieram kilka par nawet w upalne lato. Przecież coś trzeba ubrać do gumowych kaloszy albo wieczorową porą do sandałów. Zapobiegawczo wrzucam więc do walizki co najmniej 3 pary skarpet.

Coś na deszcz

Kalosze i kurtka przeciwdeszczowa! Tutaj nie ma alternatywy, bo nie wyobrażam sobie zamknąć Jaśka w domku czy apartamencie na cały dzień, nawet gdyby lało od rana do wieczora. Krótki spacer z rozchlapywaniem wody w kałużach to przecież straszna frajda dla takiego malucha. 

W tym roku podczas jednej z szalonych zabaw zdarzył się niestety mały wypadek i ulubiona kurtka przeciwdeszczowa z misiem zyskała na placach okropną dziurę. Zapobiegawczo rozglądamy się więc za kolejnym modelem, tym bardziej, że jesień depcze nam po piętach. Eskapada po sklepach stacjonarnych niestety skończyła się rozczarowaniem – na wieszakach tylko szarobure, smutne sztormiaki albo bajkowe kurtki licencyjne, na które jestem uczulona. 

Ciekawe sztormiaki znalazłam na stronie polskiej firmy produkującej ubranka dla malucha – Banana Kids. Co myślicie o takiej alternatywie dla szaroburych kurtek chłopięcych?

To już koniec pierwszej części nowego cyklu pt. Walizeczka, w której dzielę się z Wami naszymi pomysłami na przedwyjazdowy stres związany z pakowaniem torby dla malucha. A Wy jakie ubranka zabieracie zawsze ze sobą?

Wpis powstał we współpracy z firmą Banana Kids.