Psychologia Relacje Rodzina Rozwój osobisty

Święta bez Kevina?

Mam zamiar spędzić najbliższe Święta bez filmu „Kevin sam w domu” i wariacji na jego temat. Po wigilijnej kolacji, wspólnym odpakowywaniu prezentów mam zamiar, jak co roku, wykorzystać okołoświąteczny czas…

Na rozmowy przy lampce wina (a w tym roku raczej kakao…).
Na granie w planszówki. A czasem na kilkugodzinne czytaniu ich instrukcji, zanim zaczniemy grać.
Na zimowe spacery. Nie ważne, czy śnieg spadł czy nie.
Na synchroniczne czytanie książek, które dostaliśmy w prezencie.
Na spanie dłużej niż zwykle i celebrowanie wolnego czasu razem.
Na wspominanie w rodzinnym gronie minionych Świąt, ważnych wydarzeń, wspólne podsumowywanie kończącego się roku.
Na wyjadanie makówek prosto z wielkiej michy. Na zmianę z wyjadaniem zimnego (!) karpia z lodówki.
Albo po prostu na siedzenie na kanapie i radosnym gapienie się w choinkę.

Czego nie robię w Święta?
Nie oglądam telewizji.
Zresztą nie robię tego w ogóle.
 

Zdenerwował mnie wpis Jerry’ego na temat jego niechęci do ludzi, którzy nie mają telewizorów w domu i się tym chwalą.

Nie mam w domu telewizora. Nie oceniam ludzi, którzy go mają. Nie chwalę się na prawo i lewo tym, że nie mam czarnej skrzyni. Właściwie często zapominam o tym, że go nie mam, albo że to normalne, aby go mieć. Nie czuję się przez to bardziej hipstersko, nie czuję się mądrzejsza, nie czuję się lepszym człowiekiem. Czasem tylko, gdy ktoś zacytuje tekst z nowej reklamy, robię głupią minę i dopytuję, o co chodzi.

Dla wielu osób telewizor to tylko skrzynia, którą włącza się wtedy, gdy akurat puszczają wartościowy film albo gdy ulubiona drużyna gra mecz. Wielu z moich znajomych ma telewizor, ale często nie ma kablówki i traktuje sprzęt TV jako większy ekran komputera czy integralny kawałek konsoli gier. To tacy ludzie, co do których muszę się chwilę zastanowić, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy oni naprawdę mają telewizor w domu. Kiedy ich odwiedzam, nie wyłączają pośpiesznie TV (chociaż z drugiej strony lepiej, gdyby wyłączali, niż żeby tego nie robili), nie opowiadają o najnowszych wypadkach, które widzieli wieczorem w wiadomościach, ani nie przeżywają popołudniowego serialu jak swojego życia. Słowo telewizor nie pada w rozmowach z nimi, bo to dla nich sprzęt równie użyteczny jak odkurzacz czy pralka – używany, kiedy jest potrzebny, na pozostały czas metaforycznie chowany do szafy. My na tej zasadzie mamy w domu projektor, którym wyświetlamy filmy na ścianie.

W ten sposób można mieć telewizor jako przedmiot. Mądrze z niego korzystać, nie tracąc przy tym czasu na inne rzeczy. W dobie filmów VOD telewizor to nawet fajny sprzęt, tak myślę. Nie ważne, czy mamy telewizor czy nie. Ważne, czy to my jesteśmy właścicielami pudła, a może ono jest naszym właścicielem?

Jeśli przy telewizorze zjadasz śniadanie, obiad i kolację.
Jeśli przy TV „wychowują” się Twoje dzieci.
Jeśli telewizor włączasz rano a wyłączasz wieczorem lub przed wyjściem z domu.
Jeśli Twój telewizor jest włączony, gdy ktoś Cię odwiedza.
Jeśli telewizor buduje atmosferę w Twoim domu także w Święta.
Jeśli musisz się zmuszać, aby go nie oglądać.

To znaczy, że nie Ty masz telewizor, ale on Ciebie.

Zdaje sobie sprawę, że to samo możnaby powiedzieć o komputerze, internecie, smartfonach i tabletach. Tak samo jak telewizor zabierają nam czas, odwracają uwagę od bliskich. Ale powiedzmy sobie szczerze, że jest różnica pomiędzy godzinami gapienia się w ramówkę jednego z programów a klikaniem w internecie.

Wiecie, co najbardziej różni internet od telewizji?

W internecie trudno o gotowce. Trzeba dokonywać wyboru. Nie da się włączyć komputera, siąść w fotelu i po prostu patrzeć. Internet wymaga od nas podejmowania decyzji. Kliknięcia w ten czy inny link; wpisania hasła w wyszukiwarce; ściągnięcia filmu; skomentowania wpisu; zalajkowania zdjęcia. Co chwilę dokonujemy wyborów, bo inaczej skazalibyśmy się na gapienie w jedną stronę internetową przez cały dzień. Pewnie, że wybór niesie ze sobą pewne ryzyko: wciągnięcia w wir internetów; ciągłego odświeżania tablicy facebook’a; przewijania bez końca głównej strony demotywatorów albo wykopu. Ale mimo wszystko więcej w tym naszej inicjatywy i decyzyjności, niż podczas oglądania kablówki.

Internet, zmuszając nas do dokonywania wyboru, wzbudza w nas także pewną dozę krytyczności. Sprawdzając opinię na różne tematy, często wyrabiamy w sobie zdolność krytycznego myślenia, przestajemy z uśmiechem zgadzać się na wszystko. Proste wyszukiwanie w google otwiera przed nami tysiąc różnych możliwości. Dając nam tak szeroką ofertę, internet każe wybierać. I bardzo dobrze. Telewizja, podając gotowe rozwiązania, nie uczy nas krytycyzmu. Wielu ludziom wydaje się, że jeśli coś powiedziały telewizyjne gadające głowy, to jest to prawda absolutna. Nie zastanawiają się, nie porównują – po prostu przyjmują do wiadomości jako fakt.

Telewizja wyrabia również mocno spatrzony obraz rzeczywistości. Ludzie, którzy całymi dniami oglądają serwisy informacyjne, często boją się wyjść na ulicę, ponieważ wydaje im się, że stanie się coś złego. W końcu w wiadomościach codziennie pokazywane są tylko wypadki, katastrofy, dziwne i niecodzienne sytuacje. Telewizja pokazuje minimalny wycinek, jakiś 1% rzeczywistości. Ten skrajny, drastyczny, wzbudzający emocje fragment. Nie ma w TV miejsca na „zwyklaki” – normalne, nudne życie – to się nie sprzedaje. Efekt jest taki, że spodziewamy się podobnych dramatów i skrajnych emocji w naszym osobistym życiu. Zupełnie bezpodstawnie.

Poza tym, TV nie pozwala na milion rzeczy, na które pozwala internet. W internecie nawiązujemy kontakty, prowadzimy biznesy, dzielimy się refleksjami, kupujemy i sprzedajemy, porównujemy wiele opinii. TV na to nie pozwala. TV to tylko rozrywka. Niestety, najczęściej rozrywka gorszego typu.

Nie musisz oglądać tylko ambitnych filmów ani czytać jedynie dzieł noblistów. Dobrze czasem zrelaksować się przy czymś, co odmóżdża. Posłuchać videoblogów o makijażu, chociaż malujesz się tylko tuszem do rzęs. Przeglądnąć zdjęcia ślubne, które wrzucił na fejsa Twój daleki znajomy. Obejrzeć śmieszny filmik. Wszystko to będzie lepsze od przeskakiwania kanałów na kablówce.

Jeśli masz jakieś wątpliwości i wydaje Ci się, że jednak przesadzam, przeczytaj proszę poniższe doniesienia naukowe:

  • Według najnowszych badań długie oglądanie telewizji przez dzieci i młodzież skutkuje zachowaniami antyspołecznymi i przestępczymi w dorosłym życiu (klik)
  • W badaniach na 11 tys. dzieci udowodniono, że dzieci oglądające telewizję mają problemy z koncentracją, zachowaniem, obniżony poziom empatii itd. (klik)
  • Badania nad ponad tysiącem dzieci wykazały, że telewizja źle wpływa na czas i jakość snu (klik)
  • Według kanadyjskich badań każda dodatkowa godzina spędzona przed TV zaburza rozwój dwulatków (klik)

Dlatego moje Święta, jak co roku, będą bez telewizora. I Wam też polecam spróbowanie.
Bo zamiast dwudziestej powtórki Kevina można zobaczyć inny, ciekawy film, na przykład jeden z tych. Albo zagrać w fajną grę planszową (O rodzinnych grach planszowych w sam raz na Święta będzie w kolejnym wpisie). 

 A Ty, jak wykorzystasz tegoroczne Święta?