Wychowanie

Fakty i mity na temat snu małych dzieci – czyli nasza przygoda z samodzielnym zasypianiem

Sen dziecka, a raczej jego brak, nieustannie przyprawia rodziców o ból głowy. Mam wrażenie, że przez kilkanaście pierwszych miesięcy żadne inne pytanie nie pada tak często jak „a przesypia już całe noce?”. My wałkowaliśmy ten temat właściwie od narodzin Jaśka, przez ponad 20 miesięcy zmagając się z najróżniejszymi trudnościami, próbując tysiąca metod. Jednak dopiero połączenie kilku czynników sprawiło, że zaczęliśmy się wysypiać. Mam nadzieję, że nasza historia z moim psychologicznym komentarzem uwrażliwi młodych rodziców na co bardziej problematyczne kwestie i sprawi, że zwyczajnie lepiej się poczujecie. 

Fakty i mity na temat snu dziecka z perspektywy psychologa

Mit nr 1.: Dziecko powinno przesypiać noce jak skończy pół roku

Każde dziecko jest inne, każde inaczej się rozwija. Nie ma magicznej granicy żadnego momentu, od którego Wasze dziecko powinno przesypiać noce. Przede wszystkim musicie odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest przespana noc. Literatura mówi, że to nieprzerwany sen przez co najmniej 5-6 godzin, zwykle w przedziale 23/24-5/6 rano. Nie oczekujmy więc od razu, że nasz maluch zaśnie kamiennym snem na 8 czy 10 godzin. Oczywiście, są maluszki którym nic nie przeszkadza i od urodzenia po prostu dobrze śpią, przesypiając noce. Ale nie jest to norma.

Dziecko nie rodzi się z w pełni ukształtowanym układem nerwowym. Przez miesiące i lata w mózgu maluszka zachodzą różne naturalne procesy, prowadzące do całkowitej dojrzałości układu nerwowego, który odpowiada także za procesy snu i czuwania. Jeden maluch będzie potrzebował więcej, drugi mniej czasu na osiągnięcie poziomu dojrzałości, który pozwoli na przysłowiowe „przesypianie nocy”.

To pierwsze pół roku jest kluczowe z zupełnie innych powodów. Jak tłumaczyła nam na internetowym webinarze jedna z trenerek snu, Agnieszka Piotrowska – DobraNocka, pierwsze pół roku życia dziecka to czas, kiedy wszystkie chwyty są dozwolone. Sen dla dziecka w tym okresie jest tak bardzo kluczowy, że mamy po prostu dbać o jego ilość, regularność i w miarę możliwości jakość. Jeśli więc dziecko zasypia tylko na rękach, przy piersi, ze smoczkiem, bujane na piłce do piletesu – to jest w porządku. W tym czasie można delikatnie starać się uporządkować rytm dnia dziecka, wprowadzić pewne elementy rytuału czy przynajmniej próbować odkładać malca do łóżeczka, jednak nic na siłę. Dajcie maluszkowi pierwsze sześć miesięcy na dopasowanie się do świata i do Was.

Mit nr 2.: Dziecko zacznie przesypiać noce, kiedy odstawisz je od piersi

Nie prawda. Jaś nadal jest karmiony piersią – dla wygody swojej i naszej, a coraz częściej zdarza nam się sen nocny od godziny 20:30 do 6:00 rano. Karmienie piersią może zaburzać procesy zasypiania, ale wystarczy wprowadzić kilka zmian, aby karmiony maluch spał coraz lepiej. Z drugiej strony, powiedzmy sobie szczerze – zasypianie dziecka przy piersi to najłatwiejsza metoda usypiania, wygodna przez długi czas zarówna dla malucha jak i mamy.

Problem pojawia się wtedy, gdy dziecka zaczyna budzić się zbyt często na kolejne karmienia, których tak naprawdę już nie potrzebuje. Mówi się, że maluchowi 9-miesięcznemu wystarczą już maksymalnie 2 karmienia podczas nocnego snu, roczne dziecko nie potrzebuje już mleka w nocy w ogóle. Jak więc poradzić sobie z nawykowym budzeniem się starszego maluszka w nocy?

U nas najbardziej pomogło wykluczenie karmienia piersią z wieczornego rytuału. Robiliśmy to bardzo, bardzo powoli. Wykorzystywałam momenty, gdy Jaś nie zasnął od razu po karmieniu i próbowałam dotykiem, śpiewaniem i byciem blisko utuić go do snu. Raz się udawało – milion razy nie. Z czasem udawało się coraz częściej, a ja przenosiłam karmienie coraz dalej od momentu zaśnięcia. W pewnym momencie karmiłam w łóżku, ale jeszcze przy zapalonym świetle, następnie przesunęłam karmienie przed wieczorne czytania. A później powoli zaczęłam wykorzystywać dni, kiedy Młody Człowiek nie upominał się o mleko wieczorem. To znacząco poprawiło nasz rodzinny bilans snu.

Następnie starałam się wyeliminować wszystkie te karmienia, które zdarzały się jeszcze przed moim położeniem się do łóżka – wtedy łatwiej było mi się zmotywować do głaskania, tulenia, śpiewania i dłużej się nie poddawałam. Po jakimś czasie Jaś przestał budzić się mniej więcej do 24. To był dla nas ogromny sukces!

Następnie powoli przesuwałam granicę o godzinę co kilka tygodni. Z czasem została nam jedna pobudka – o 5:30-6:30. Właściwie moglibyśmy rozpocząć już wtedy dzień, ale kilka łyków mleka pozwala nam spokojnie pospać w weekendy nawet i do 8:30 ;-).

Mit nr 3.: Najważniejsza jest konsekwencja

Zapewne żelazna konsekwencja i restrykcyjne przestrzeganie reguł i zasad, które proponują trenerzy snu, daje efekty w postaci przespanych nocy. Od półtorej roku z ciekawością przyglądam się forum internetowemu, na którym wypowiadają się rodzice próbujący w ten sposób poradzić sobie ze snem swoich pociech. Im dłużej czytam, tym bardziej przestaję widzieć sens ślepej wiary w konsekwencje. Wypowiadają się bowiem rodzice, którzy w imię dobrego snu swoich maluchów pozwalają im płakać przez godzinę czy dwie, traktując to jako „naukę”; są także (na szczęście nieliczni) rodzice, którzy w ramach tej nauki obserwują, jak ich dziecko, zestresowane nową dla niego sytuacją, wymiotuje. Dla mnie to niepojęte i zupełnie nie akceptowalne.

Choć wierzę więc, że konsekwencja rodzica daje efekty w postaci nauczenia maluszka samodzielnego spania, nie testowałam tej metody na Jaśku. Zdesperowani spróbowaliśmy przez dwa wieczory. I nigdy więcej. Od tego dnia zmieniliśmy podejście – dla nas to nie konsekwencja jest najważniejsza. Najważniejsze jest to, jak my się czujemy z daną sytuacją.

Fakt nr 1: Najważniejsze jest odkrycie, co akceptujesz, a co jest dla Ciebie nie do zaakceptowania.

Dopóki dawałam sobie wmówić, że wspólne spanie z dzieckiem to coś złego, czułam się źle.

Dopóki z niecierpliwością czekałam na moment, kiedy wreszcie prześpi całą noc – czułam się źle.

Był taki moment w życiu naszej rodziny, kiedy wszystko kręciło się wokół snu. Potrafiłam z dokładnością do minuty wyrecyfować z pamięci godziny zaśnięcia i każdej nocnej pobudki, nagminnie obliczałam czasy drzemek i czuwania, robiąc ogromny problem z najdrobniejszej niezgodności w planie dnia. Nie potrafiłam się cieszyć czasem spędzanym z własnym dzieckiem, bo martwiłam się jego snem. To nie był dobry moment w życiu naszej rodziny.

W chwili, kiedy przestałam się przejmować tabelkami, wytycznymi, a przede wszystkim opinią innych – od razu wszyscy poczuliśmy się lepiej. Mimo, że wcale nie spaliśmy dłużej, byliśmy bardziej wyspani. Kiedy odeszłam od prób kładzenia Jaśka na drzemkę o konkretnej, dokładnie wyliczonej godzinie, a zaczęłam zwracać uwagę na sygnały senności – przestałam z nim toczyć walki w łóżku. 

I wtedy, kiedy już odpuściłam, zaakceptowałam to, co jest, wtedy dopiero przyszedł czas na powolne, delikatne zmiany. Efektem tych zmian – a także najzwyczajniej w świecie mijającego czasu i dojrzewającego układu nerwowego dziecka – zaczęły być przespane noce. I większy spokój całej naszej rodziny.

Fakt nr 2.: Zmiana wymaga czasu.

Nie jestem zwolennikiem drastycznych zmian. Zmiana to nauka, a więc wymaga czasu, a także drobnych kroczków. Nie da się obliczyć, ile danemu dziecko zajmie zaakceptowanie danej zmiany i na jak wiele fragmentów trzeba zmianę rozbić, aby nasz maluch przez cały ten proces czuł się komfortowo. Pozwólmy dziecku uczęstniczyć w zmianie, zróbmy z niej przyjemne wydarzenie – takie nasze małe, rodzinne święto.

Przykładem niech będzie przenoszenie dziecka do swojego łóżeczka i pokoju. Gdy zdecydowaliśmy, że już pora wypróbować dorosłe łóżeczko, zabraliśmy Jaśka na zakupy do Ikea. Pokazaliśmy mu kilka łóżeczek, mógł w nich usiąć i poprzymierzać się do nich. Wspólnie wybraliśmy to, które podobało nam się najbardziej. Jaś uczestniczył także w procesie rozpakowywania kartonów, „pomagał” Tacie skręcać wszystkie meble do swojego pokoju. Przez cały ten czas opowiadaliśmy naszemu synkowi, że to będzie teraz jego pokój, jego łóżko. Wszyscy byliśmy bardzo podekscytowani i staraliśmy się okazać swoje pozytywne nastawienie. 

Efekt był taki, że Jaś nalega na spanie w naszej sypialni tylko w bardzo ekstremalnych sytuacjach (o tym za chwilę). Od pierwszego dnia w przeważającej większości wypadków wybiera własne łóżko. Czasem śpi w nim tylko kilka godzin, zdarzyły się też noce, gdy ja spałam obok jego łóżka na dywanie, aby go głaskać i trzymać za rękę. Pozwoliliśmy sobie, aby ta zmiana była procesem. Gdy w nocy Jaś chciał przytulić się do nas i delikatne uspokajanie w łóżeczku nie pomagało, po prostu zabierałam go do sypialni. Aż w końcu te sytuacja zaczęły zdarzać się coraz rzadziej i coraz bliżej poranka.

Fakt nr 3.: Rytuały to podstawa.

Rytuały to chyba najważniejsza rzecz, której nauczyła nas podczas szkolenia DobraNocka. To taki nasz stały plan wieczoru, który staramy się realizować codziennie. W ten sposób wszystko ma swoją kolei i jedno wydarzenie przygotowuje dziecko na następne. Maluchy lubią stałość i przewidywalność. 

Zapytacie pewnie, jaki powinien być dobry, wieczorny rytuał? Myślę, że mamy tu tylko dwa wyznaczniki – dostosowany do dziecka i nie pobudzający. Czyli na pewno nie powinny się w nim znaleźć żadne bajki w TV czy też tańce do piosenek. Zdecydowanie lepsze będzie wspólne przeglądanie książek. Rytuał może zaczynać się już od kolacji czy kąpieli, a następnie być kontynuowany w miejscu, gdzie dziecko zasypia. My dbamy wtedy o najmniejszy szczegół – od przygaszonego światła, przez specjalny szlafroczek do spania i buziaki dla Taty na dobranoc. 

Wieczorne rytuały powinny się oczywiście zmieniać i dopasowywać do dziecka. Czasem pewne elementy się sprawdzą, a inne nie. Można machać maskotkom na dobranoc albo żegnać słoneczko podczas zasłaniania rolet. Można też…siedzieć na nocniku i czytać książeczki (tak, u nas teraz właśnie taki element stanowi kluczową część rytuału ;-)). Ważne, aby rytuał akceptowało i dziecko i rodzic.

Mit nr 4.: Dziecko będzie spać dobrze jedynie wtedy, kiedy będzie zasypiało samo w pokoju.

Lubicie spać sami? Ja nie. Nie lubię w ogóle spędzać nocy i wieczorów w pustym pokoju, a co dopiero domu. Dlaczego więc wymagamy od maluszka, aby to zaakceptował? Eksperci mówią, że dziecko powinno zasnać wieczorem dokładnie w takich warunkach, w jakich chcemy, aby po nocnym, zupełnie naturalnym przebudzeniu się między cyklami, zasnęło po raz kolejny. Innymi słowy – teoria mówi, że pozwalając dziecku zasypiać w naszej obecności sprawiamy, że będzie nas potrzebowało także w nocy, przy każdej z licznych pobudek podczas przechodzenia do kolejnej fazy cyklu.

Myślę jednak, że najważniejsze dla malucha jest poczucie bezpieczeństwa podczas tego pierwszego, wieczornego zaśnięcia. Jestem więc przy Jasiu podczas zasypiania. W nocy, jeśli mnie woła i potrzebuje, również przychodzę. Ale zwykle radzi sobie świetnie beze mnie. Może to kwestia wieku dziecka? W każdym razie nie mam zamiaru zabierać sobie przyjemności obserwowania tego, jak moje dziecko spokojnie zasypia ;-). 

Mit nr 5: Jeśli już przespało nockę, to teraz zawsze będzie dobrze!

Naprawdę ktoś jeszcze w to wierzy? Życie roczniaka czy dwulatka to ciąg zmian, które często przerastają jego niedojrzały układ nerwowy. Ząbkowanie. Choroba, a nawet zwykły katar. Pójście do przedszkola czy żłobka, zmiana opiekunki, przeprowadzka, nabywanie kluczowych umiejętności, pojawienie się rodzeństwa pierwsza jazda na hulajnodze, pierwsze wyjście na plac zabaw po zimie…. jest tysiąc powodów, które zdezorganizują na krótszą lub dłuższą chwilę sen malucha. Jako uważni rodzice, wsłuchujący się w potrzeby swojego dziecka, nie powinniśmy się w takim momencie frustrować, a zwyczajnie…odpuścić. W naszym domu są więc tygodnie, podczas których Jasiek śpi w swoim łóżeczku do 6-tej rana, a są i takie dni, kiedy nawet na sekundę nie chce położyć się w swoim pokoju, nie mówiąc już o samodzielnym zasypianiu. Nam też zdarzają się lepsze i gorsze noce, bezsenne wieczory czy problemy z zaśnięciem po stresującym dniu. (No dobra, zmęczonym rodzicom takie rzeczy się nie zdarzają, my przykładamy głowę do dowolnej powierzchni i po prostu zasypiamy, ale normalnym ludziom się zdarzają). Dlatego myślę, że warto pozwolić sobie i dziecku na pewne ustępstwa na chwile kryzysu. 

To już ostatni z faktów i mitów na temat spania, które przetestowaliśmy. Dajcie znać, jeśli macie jeszcze jakieś pytania co do snu ważnych maluchów.