Rodzina Wychowanie

Nie śpię, bo karmię! Krytycznym okiem o karmieniu piersią

karmienie piersią

Mam wrażenie, że głównie Wam tu narzekam. Wylewałam już żale na temat minusów bycia w ciąży, teraz czas ponarzekać na karmienie piersią. Oczywiście doskonale zdaje sobie sprawę, jak wiele plusów ma karmienie piersią dla dziecka. Mleko matki jest nie do podrobienia, jego właściwości nie zastąpi żadna mieszanka. Więź, która tworzy się pomiędzy maleńkim dzieckiem przy piersi a jego matką, jest niesamowita i warta poświęcenia. Poświęcenia, to dobre słowo. Bo – choć internet pełen jest pieśni pochwalnych na temat karmienia piersią – trudno znaleźć rzetelne informacje o tym, że ma ono także swoje ciemne strony. Efekt? Tak jak wspominałam we wpisie o doradztwie laktacyjnym, kobiety często są rozczarowane trudami karmienia i, nieprzygotowane na trudności, poddają się zbyt szybko. Oczyma wyobraźni widziały szczęśliwą, zrelaksowaną matkę, siedzącą wygodnie w fotelu i podającą pierś dziecku, które pije mleko z błogim uśmiechem na ustach. Rzeczywistość potrafi być jednak bardzo różna.

Pewnie, czasem takie sielankowe sytuacje także mają miejsce. Jednak zanim do tego dojdzie, kobieta najczęściej przechodzi przez przynajmniej jedną (a najczęściej więcej!) z kłopotliwych sytuacji: brak mleka/zbyt dużo mleka/bolące piersi/pogryzione brodawki/zastój w piersiach/zapalenie piersi. Zwykle są to jednak krótkotrwałe trudności, które po kilku dniach lub tygodniach można przezwyciężyć. Dla mnie osobiście najtrudniejsze w karmieniu piersią jest coś innego.

Karmienie piersią w złotej klatce

Jeśli decydujesz się, że Twoje dziecko będzie do pewnego momentu (czyli według najnowszych zaleceń WHO co najmniej do końca szóstego miesiąca) jadło tylko i wyłącznie Twoje mleko, skazujesz się na pewnego rodzaju banicję. Zamykasz się w domu z dzieckiem na sześć długich miesięcy. Oczywiście, wychodzisz z domu. Wkładasz dziecko do wózka i zabierasz je na spacer. Kiedy za oknem jest chłodno, spacer wyliczony jest od jednego karmienia do drugiego. Jeśli aura pozwala, możesz przedłużyć spacer i wyciągnąć swój „bank mleka” na zewnątrz, aby zaspokoić potrzeby maleństwa.

Najczęściej oprócz spacerów pozwalasz sobie jedynie na wyjścia do lekarza. Jeśli masz szczęście i Twoje piersi produkują dostatecznie dużo pokarmu, możesz odciągnąć porcję dla dziecka i spokojnie wyjść na umówioną wizytę. Jest duża szansa, że dziecko wypije Twoje mleko z butelki podanej przez opiekuna. Oczywiście, są dzieci, które nie tkną butelki i będziesz musiała szybko wrócić do domu. Jeśli nie masz tyle szczęścia i trudno Ci zrobić zapas mleka dla dziecka, wyjście do lekarza planujesz z tygodniowym wyprzedzeniem, odciągając pokarm w maleńkich porcjach.

Zakupy i inne przyjemności

Zapomnij o zakupach czy wyjściu z przyjaciółką na kawę. Bardzo szybko dopadną Cię wyrzuty sumienia, będziesz nerwowo patrzeć na zegarek i sprawdzać, ile czasu pozostało do kolejnego karmienia. Pamiętając o zasadzie karmienie na żądanie dobrze wiesz, że do kolejnego karmienia mogły zostać dwie godziny, ale dziecko równie dobrze może być głodne już od pięciu minut. Jak wyżej, jeśli udało Ci się ściągnąć trochę mleka na zapas (powinnam jeszcze wspomnieć, że zabawa laktatorem nie należy do najprzyjemniejszych), Twoim jedynym problemem są przepełnione, bolące piersi. Żadna przyjemność z zakupów czy plotek, gdy wszystko wokół przypomina Ci o Twojej powinności – karmieniu dziecka. Relaks nie istnieje, gdy odbywa się z zegarkiem w ręku, pod telefoniczną smyczą zdesperowanego męża/babci „wracaj, on płacze i płacze!”.

Musisz jeszcze pamiętać, że odstępy pomiędzy kolejnymi karmieniami tylko w teorii brzmią tak sympatycznie – w dzień co trzy, w nocy co cztery godziny. Zwykle te trzy lub cztery godziny liczone są od początku jednego do początku kolejnego karmienia. Dolicz do tego czas na ewentualne uspanie dziecka i w efekcie z trzech godzin robi się jedna. Możesz ją oczywiście poświęcić na szaleńczy bieg do sklepu. Ale zwykle to jedyny czas na doprowadzenie mieszkania do względnego ładu (bo ile można żyć w syfie, szczególnie gdy masowo schodzą się goście, chcący zobaczyć nowego członka rodziny?!), wzięcie prysznica, zjedzenie CZEGOKOLWIEK czy krótką drzemkę.

Braki snu

Drzemka jest wskazana, ponieważ ze względu na częste budzenie maluszka na karmienie, ilość Twojego nocnego snu kurczy się drastycznie. U mnie na chwilę obecną (7 tydzień życia) wynosi w porywach 5 godzin, podzielonych na dwie-trzy krótsze drzemki. 

Dieta

Wspominałam o jedzeniu. Mimo opinii współczesnych ekspertów, twierdzących, że spożywane przez matkę posiłki nie mają wpływa na stan dziecka, lekarze nagminnie zalecają matkom karmiącym ścisłą dietę. Na wszelki wypadek, na wszystkie możliwe problemy dziecka. Biedne matki eliminują więc z diety nabiał, mięso kurczaka, ryby, orzechy, wszystkie owoce i warzywa (oprócz sławnej marchewki i jabłka), kakao, strączkowe. W efekcie jedzą białe buły z masłem. Ale co matka karmiąca ma zrobić, jeśli takie lekarskie zalecenie, a dziecko cierpi? Jasne, większość podchodzi do tego rozsądnie i po prostu obserwuje reakcje dziecka na poszczególne produkty. Bo, cokolwiek by nie mówiły badania, reakcje są. Widziałam jedną dosłownie dwa dni temu po pełnym talerzu kremu z pora. Efekt? 5 godzin wieczornego płaczu, zielona kupa i ogólnie kiepski dzień. Nie sądzę, aby to był przypadek. A nawet jeśli, nie zaryzykuję ponownie, bo słuchanie płaczu maleńkiego człowieka, którego nie potrafimy utulić przez tak długi czas, wierci dziurę w mózgu i zrobimy wszystko, WSZYSTKO, aby tego uniknąć.

(Samo)obsługa

W ciąży źle czułam się z faktem, że ciągle ktoś musi mnie obsługiwać. W. chciał być miły i przynosił herbatę, poprawiał poduszki, podnosił upuszczane notorycznie przedmioty z podłogi. Liczyłam na to, że po porodzie stanę się znów niezależną, energiczną kobietą. Myliłam się bardzo. Karmiąc piersią, spędzasz pół doby w fotelu, z dzieckiem w ramionach. Trudno wtedy wstać i przynieść sobie herbatę. Do każdego karmienia trzeba się więc przygotować – potrzebny jest stolik z wodą, czymś do chrupania, pieluszką do obtarcia buzi, książką, ewentualnie telefonem z dostępem do internetu (laptopa nie da się używać karmiąc – przynajmniej ja nie potrafię). Nawet jednak takie przygotowanie nie da Ci stuprocentowego komfortu i będziesz zmuszona prosić o wiele rzeczy. Podaj mi, przynieś, potrzymaj. Fajnie, jeśli ktoś jest w pobliżu i poprosić można. Gorzej, jeśli wszyscy już wrócili do normalnego życia, a Ty próbujesz nie uschnąć z pragnienia w fotelu.

Modna mama?

Po czym poznasz matkę karmiącą? Po rozpinanej koszuli albo luźnym, rozciągliwym t-shircie z dużym dekoltem. Ważne, żeby dało się szybko i skutecznie wyciągnąć na wierzch co trzeba i ukoić płaczące dziecko. Często ubrania usiane są plamami po wyciekającym mleku. No i rozmiar stanika, zdecydowanie, oj zdecydowanie DUŻY. Jeśli myślałaś, że po ciąży wrócisz choćby do swoim ulubionych bluzek, byłaś w błędzie. Wrócisz tylko do tych ubrań, w których łatwo będzie Ci karmić. Lepiej żebyś miała ich dużo, bo pamiętaj, o wyjście na zakupy może być ciężko.

A więc jednak więcej plusów?

Oczywiście, że karmię piersią. Walczyłam o to kilka długich tygodni i za każdym razem, gdy Jasiek tuli się do mnie, aby zjeść swoją porcję mleka, jestem dumna. Z niego, z siebie, z naszej całej rodziny – że daliśmy radę. Bo, mimo wszystkich wyżej wymienionych wad i minusów, nie zamieniłabym mleka z piersi na mieszankę i cieszę się, że nie musiałam podejmować takiej decyzji. Nie przestanę karmić tylko dlatego, że jest mi czasem niewygodnie, że marzę o zakupach albo zjedzeniu chilli con carne. Karmienie piersią to wspaniałe doświadczenie i superekstrawartościowy posiłek dla dziecka. Wydaje mi się jednak, że kobiety rozpoczynające swoją przygodę z karmieniem piersią powinny być świadome zarówno niesamowitych plusów takiego sposobu żywienia dziecka, jak i minusów. Z taką wiedzą łatwiej pogodzić się z trudnościami i bardziej świadomie wybrać to, co najlepsze dla nas i dla dziecka.