Lifestyle

Lot samolotem z małym dzieckiem – jak to przeżyć i nie zwariować?

samolotem z małym dzieckiem

Nigdy nie lubiłam latania samolotem. Ciasno, duszno, turbulencje, kolejki na lotniskach…. A lataniem samolotem z małym dzieckiem? To już w ogóle wyższa szkoła jazdy. Właśnie wróciliśmy z naszej pierwszej samolotowej podróży z Młodym Człowiekiem. Porwaliśmy się od razu na głęboką wodę, bo lot w jedną stronę trwał aż 5,5 godziny! Mimo, że przed wyjazdem przeczytałam mnóstwo poradników pt. „latanie samolotem z małym dzieckiem” okazało się, że wiele rzeczy nas zaskoczyło. Przygotowałam więc dla Was garść porad, jak przetrwać podróż samolotem z maluchem. Bo – mimo zmęczenia, trudności i niedogodności – uważam, że czasem warto porwać się na takie szaleństwo ;-).

Lot samolotem z małym dzieckiem – konieczność czy mniejsze zło?

Niektórzy nie mają wyboru. Koleżanki mieszkające na emigracji latają z maluszkami często, odwiedzając rodzinę w Polsce. Inni – tak jak my – ze względu na pracę decydują się na urlop w niecodziennym terminie. Zresztą nasza decyzja o locie samolotem z małym dzieckiem podyktowana była także nieprzyjemnymi doświadczeniami w innych środkach transportu. Jaś jest bardzo żywym i ruchliwym dzieckiem. Naprawdę BARDZO ;-). Jak już wiecie, od dawna nie zasypia w wózku. Dłuższą jazdę samochodem, czyli uwięzienie na dłuższy czas w foteliku, traktuje jak karę. I nie, nie zasypia w aucie. Nie raz zdarzyło nam się przejechać godzinę w płaczu. Samolot daje trochę większe możliwości, jeśli chodzi o ruchliwe dziecko. Nawet, gdy dziecko leci z nami na jednym siedzeniu, może trochę poskakać na naszych kolanach, na kolanach taty, wyglądać przez okno, kręcić się itp. To ciut więcej możliwości niż w samochodzie. 

Z drugiej strony – samochód można w każdej chwili zatrzymać, zrobić sobie przerwę, pozwolić maluchowi pobiegać po trawie. Samolot musi dolecieć na miejsce i tyle. Jak wszystko, podróż samolotem z małym dzieckiem ma swoje plusy i minusy.

Największy problem podczas podróży samolotem z małym dzieckiem – sen.

A raczej jego brak. I to niestety nie tylko nasz problem. Rozmawiałam z kilkoma mamami maluchów w podobnym wieku, zaczepiałam nawet młodych rodziców na lotnisku i wszyscy narzekali na problem z zasypianiem w samolocie. Noworodek i bardzo mały niemowlak do mniej więcej 6 rż, gdy sen i czuwanie nie są jeszcze regularne i zharmonizowane, najpewniej po prostu zaśnie nam na rękach, przy butelce czy przy piersi. Jednak starszy niemowlak i maluch do 3 rż, który ma jeszcze w ciągu dnia jedną lub dwie drzemki, może mieć duży problem z zaśnięciem w samolocie.

My próbowaliśmy standardowych w domu sposobów – zasypiania przy piersi, bujania na rękach, wreszcie usypiania w nosidle. Jaś – choć był skrajnie przemęczony, do Katowic dolecieliśmy o 24:00, potrafił zdrzemnąć się na maksymalnie 10 minut. Zbyt duży hałas, jasne światła, zbyt wiele ludzi i brak przestrzeni spowodowały, że zaśnięcie było dla niego praktycznie niemożliwe, a ostatnie godziny lotu były dla wszystkich naprawdę trudne. Wiecie sami, jak ciężko jest przetrwać ze skrajnie przemęczonym dzieckiem, które nie potrafi zasnąć.

Dlatego na początek samolotowej przygody polecam Wam jednak sprawdzenie, jak długo trwa lot i wybranie takiego, który zmieści się pomiędzy drzemkami Waszego malucha. Pamiętajcie, aby doliczyć co najmniej pół godziny na zapakowanie i wypakowanie się z samolotu. Następnym razem celowałabym w 2, maksymalnie 3 godzinne podróże. 

Jeśli Wasze dziecko zasypia w wózku lub nosidle – spróbujcie tak ustawić drzemki, aby weszło do samolotu wypoczęte i uśpijcie je na lotnisku. My tak zrobiliśmy, Jaś zasnął na lotnisku zaraz po oddaniu bagażu, obudził się na kontrolę bezpieczeństwa i wejście do samolotu. Dzięki temu pierwsze 3 godziny przetrwaliśmy w miarę dobrej kondycji.

Jeśli to Wasz pierwszy lot nie liczcie na to, że zabranie na podkład samolotu przemęczonego dziecka sprawi, że szum silnika i kołysanie natychmiast je uśpi. W samolocie jest tyle ciekawych rzeczy, nowych osób, guzików do przyciskania, stoliczków do ciągnięcia i innych bajerów, że dziecko może mieć problem z zaśnięciem nawet, jeśli jest bardzo zmęczone.

Dziecko nie śpi w samolocie – więc jak przeżyć podróż samolotem z małym dzieckiem?

Po pierwsze – nie panikować! Nawet, jeśli będzie musieli zabawiać Waszego brzdąca przez 6 godzin (a tyle ostatecznie trwał nasz lot do Polski) to urlop wynagrodzi Wam trudy podróży. Nie przejmujcie się współpasażerami, na pewno nie będziecie jedynymi rodzicami na pokładzie. Małe dzieci to też ludzie i uważam, że ograniczanie rodzicom dostępu do przestrzeni publicznej nie jest ok. Przecież my też chcemy odpocząć i mamy prawo polecieć na wakacje. Już wystarczy, że do kina, teatru czy innego miejsca nie zabieramy maluchów i tak nieliczne są seanse przeznaczone dla rodziców z małymi dziećmi. 

10 rzeczy, o których musisz wiedzieć przed podróżą samolotem z małym dzieckiem

  1. Nie zabieraj ze sobą tony zabawek, wystarczą 2-3. Roczny czy dwuletni maluch będzie miał równie dużo frajdy z zabawy pustym kubeczkiem po napoju, gumką do włosów, zakrętką od butelki, będzie z uporem maniaka stukał stolikiem, gasił i zapalał światła, a do tego otwierał i zasłaniał okno. Dla starszych dzieci przydadzą się na pewno kolorowanki czy nowe książeczki, dla maluchów – cała zawartość bagażu podręcznego.
  2. Fajnie, jeśli lecicie we dwójkę. Wtedy zabawiacie maluszka wspólnie, a jeśli jeden z Was nie będzie już miał siły, drugi na chwilę przejmie odpowiedzialność. Jeśli Wasze dziecko szczęśliwie zaśnie, będzie mogło położyć się na Waszych kolanach, nie przeszkadzając innym pasażerom.
  3. Korzystaj z przywilejów! Wszystkie linie lotnicze zezwalają na zabieranie na pokład picia i jedzenia dla maluchów do 2 roku życia. Z kolei wózkiem możesz podjechać pod same schody do samolotu, a obsługa zapakuje go do luku bagażowego. Pamiętaj jedynie, że najczęściej musisz zgłosić posiadanie wózka w czasie oddawania bagażu rejestrowanego. wtedy wózek dostanie odpowiednią naklejkę, a Ty drugi jej odcinek – to Twój dowód, że wózek poleci razem z Wami. W zależności od lotniska wózek będzie czekał na Ciebie po przylocie na płycie lotniska, lub – tak jak to było w naszym przypadku – na taśmie z bagażem rejestrowanym. Weź pod uwagę taką możliwość i pamiętaj, że do tego miejsca będzie trzeba dotransportować maluszka na rękach. Często to duże odległości, my nie poradzilibyśmy sobie bez nosidła. Pamiętaj, że rodzicom z dziećmi do lat 2 przysługuje pierwszeństwo wejścia na pokład. Na wielu lotniskach są także specjalne stanowiska do kontroli bezpieczeństwa dla rodzin z maluchami. Korzystaj z tych możliwości, ponieważ wypakowanie całego bagażu podręcznego, złożenie wózka i jeszcze upilnowanie malucha może być kłopotliwe ;-).
  4. Proś o pomoc – o wrzątek, jeśli chcesz podgrzać mleko, a czasem także o ściemnienie na chwilę świateł w tylnej części samolotu, aby uspać dziecko. Nam stewardessy zaproponowały to ostatnie rozwiązanie w obie strony – rzeczywiście pomogło, Jaś zasnął bujany w niezawodnej Tuli. Niestety, nie udało mi się go położyć ani z nim usiąść, a spacerowanie z dzieckiem w nosidle pomiędzy serwisem pokładowym a ludźmi zmierzającymi do toalety było nierealne.
  5. Wybierz mądrze miejsce – my zdecydowaliśmy się na miejsca z tyłu samolotu. Dzięki temu mieliśmy blisko do toalety z przewijakiem, a w chwilach kryzysów krzątaliśmy się w najszerszej w samolocie części przeznaczonej dla stewardess z Młodym Człowiekiem na rękach. Te miejsca są blisko wejścia, więc szybko znajdziesz się w samolocie.
  6. Jeśli w samolocie są wolne miejsca – poproś stewardessy o zamianę z innymi pasażerami, tak, aby Twoje dziecko mogło siedzieć na swoim własnym siedzeniu. Maluch na kolanach przez kilka godzin daje popalić, obydwoje się niepotrzebnie grzejecie. Jeśli choć przez chwilę posiedzi na swoim siedzeniu obok Ciebie, i Ty i dziecko złapiecie chwilę oddechu. Pamiętaj, że możesz dopłacić za osobne miejsce dla dziecka do 2 rż i mieć spokój w tej kwestii. 
  7. Zabierz ze sobą zestaw na każdą ewentualność: komplet ubrań dla dziecka i dla siebie (przypadki choroby lokomocyjnej w samolocie to niestety nie rzadkość), kilka pieluszek, mokre chusteczki, śliniak, przewijak turystyczny, coś do picia i jedzenia, zabawkę, koc do przykrycia malucha, nosidło jeśli korzystasz.
  8. Pamiętaj o zatykaniu się uszu podczas startu czy lądowania. Obserwuj dziecko i zaproponuj mu w tym momencie coś do picia. Nasz Jaś akurat zupełnie nie zwrócił uwagi na start i lądowanie, więc na szczęście nie wszystkim dzieciom to przeszkadza ale warto być przygotowanym ;-).
  9. Rozsądnie zaplanuj dalszą trasę podróży. Lepiej nie narażać przemęczonego dziecka po długiej podróży samolotem na 3 godzinny transfer autobusem do hotelu. Wybierz coś bliżej lotniska, a zminimalizujesz ewentualne marudzenie.
  10. Przed lotem sprawdź, co oferuje Ci linia lotnicza, którą lecisz. My korzystaliśmy z linii Wizzair i przysługiwał nam dodatkowy mały bagaż podręczny dla Jasia. 

Na koniec – w ramach pocieszenia – zarówno obsługa lotniska i inni pasażerowie zwykle są bardzo wyrozumiali i pomocni w stosunku do rodziców z małymi dziećmi. No i nawet, jeśli podróż jest naprawdę trudna, to trwa tylko kilka godzin a potem czas na wakacyjny odpoczynek! Nie bójcie się latać z maluchami, to można przeżyć. Niech przekona Was fakt, że tej samej nocy, której wróciliśmy do domu, zaczęliśmy planować kolejne wakacje. A gdybyśmy mieli polecieć na Teneryfę w środku mroźnej zimy jeszcze raz…zrobilibyśmy to bez mrugnięcia okiem! 😉

Jakie są Wasze doświadczenia z podróży samolotem z małym dzieckiem? Lecieliście już czy to dopiero przed Wami?

Ps. Na koniec wyjaśnienie zagadki zdjęcia głównego. To jak najbardziej zdjęcie samolotowe! Jaś przez cały urlop pokazywał WSZYSTKIE przelatujące nad naszą plażą samoloty z sugestywnym „dy”. Tutaj właśnie pokazuje przelatującego Ryanair’a ;-).