DIY

Project Life z podróży

Nie miałam wątpliwości, że najlepszym sprawdzianem mojej przyjaźni z formą dokumentowania wspomnień, jaką jest Project Life, będzie zamknięcie w albumie fotografii z naszej rodzinnej wyprawy na Teneryfę. W miesiąc po powrocie z wakacji mogę w końcu powiedzieć, że album z podróży skończony. Okazuje się, że dokumentowanie wspomnień z wakacji w albumie PL ma swoje plusy i minusy, a pracy z Project Life trzeba się po prostu nauczyć. Zapraszam Was na krótką relację z mojej pierwszej przygody z Project Life. pełnej słońca i kanaryjskich kadrów.

Razem z delikatną opalenizną i kilkoma słoiczkami kanaryjskiego mojo przywieźliśmy z Teneryfy mnóstwo zdjęć. Pomiędzy kolejnymi pralkami i stosami ubrań do wyprasowania udało mi się w końcu przeprowadzić ostrą selekcję fotografii, które miały trafić do albumu PL. Zdjęcia wybrane, piękny turkusowy album razem z koszulkami i kartkami już czekał (jeśli jeszcze nie widzieliście moich przygotowań do tworzenia PL zapraszam do poprzedniego wpisu). Odebrałam zdjęcia z fotolabu, zgromadziłam wszystkie materiały i…totalnie się zagubiłam. Kiedy przygotowywałam albumy z pierwszego roku życia Jaśka, moja praca rozpoczynała się tak naprawdę w momencie tworzenia kolejnych stron. W przypadku Project Life praca nad albumem zaczyna się zdecydowanie wcześniej!

O czym trzeba pamiętać, przygotowując zdjęcia do albumu Project Life?

Album PL opiera się na koszulkach, które zbudowane są z kieszonek. Możemy sami wybrać, jakich koszulek użyjemy.  Mamy do dyspozycji różne koszulki do różnych rozmiarów albumów – im większy wybierzemy album, tym większe możliwości wyboru koszulek. Aby nasz album nie był nudny i schematyczny, warto wybrać przynajmniej 3 rodzaje koszulek, oferujących kieszonki o różnych rozmiarach. 

Wybór koszulek wiąże się z formatem zdjęć, które przygotowujemy. Właściwie dobrze byłoby mieć w głowie poszczególne formaty już podczas fotografowania. Jeśli zdecydujemy się na koszulki, w których mieszczą się głównie zdjęcia pionowe, to w takiej perspektywie powinniśmy fotografować. Podobnie, jeśli chcemy skorzystać z kwadratowych kieszonek. Wtedy trzeba tak przemyśleć kompozycję fotografii, aby podczas przycinania zdjęcia do konkretnego formatu nie stracić tego, co na nim najważniejsze.

U mnie był to pewien problem, ponieważ przez lata wyrobiłam sobie manierę fotografowania w poziomie. Do mojego albumu 6×8 można dopasować koszulki zawierające maksymalnie dwa zdjęcia poziomie. Podczas przygotowania Project Life z podróży okazało się, że wykorzystanie tylko poziomych zdjęć sprawia, że album jest zwyczajnie nudny. Musiałam więc uzbroić się w nożyczki i wiele zdjęć zostało przyciętych z poziomu w format pionowy. Następnym razem wezmę to pod uwagę podczas fotografowania i planowania zdjęć do wywołania.

O czego zacząć pracę nad albumem Project Life z podróży?

Są różne szkoły. U mnie najlepiej sprawdziła się zasada – najpierw zdjęcia, potem dodatki. Poukładałam zdjęcia tematycznie i chronologicznie, następnie dobrałam do nich koszulki. Ważne było dla mnie, aby każda koszulka (a najlepiej rozkładówka) opisywała jeden temat czy wydarzenie. Najpierw poukładałam zdjęcia w koszulkach, a dopiero kiedy byłam zadowolona z ich kompozycji, zajęłam się dobieraniem kart i dodatków. 

Jak sprawić, żeby album Project Life z podróży był interesujący?

Jeśli zwyczajnie powkładamy zdjęcia do koszulek i na tym zakończymy naszą pracę z albumem Project Life z podróży, to nie będzie się on różnił absolutnie niczym od zwyczajnego albumu na zdjęcia. Dlatego ważne jest, aby zachowań równowagę pomiędzy zdjęciami a dodatkami do albumu (kartami i ozdobami), dzięki temu album nabierze osobistego charakteru. Projektując nasz album trzeba więc zostawić trochę miejsca w koszulkach na karty i dodatki. Według mnie każda rozkładówka albumu powinna zawierać jakieś urozmaicenie – karty, naklejki, opisy.  Fajną zasadą jest zachowanie spójnej kolorystyki poszczególnych rozkładówek. Zadbanie o to, aby karty i ozdoby na stronach były w podobnych kolorach i stylu, nada albumowi wyjątkowego charakteru. 

Równie ważne jest korzystanie naprzemiennie z wybranych przez nas koszulek. Dzięki zmieniającym się formatom zdjęć i dodatków sprawimy, że nasz album będzie oglądało się przyjemniej. 

Co jeszcze możesz zrobić, aby Project Life z podróży był inny, niż wszystkie?

Dobrym pomysłem są eksperymenty ze zdjęciami. W kilku przypadkach zdecydowałam się na przecięcie zdjęć, które normalnie powinny znaleźć się w większych koszulkach. Zdjęcie w standardowym formacie 10×15 pocięłam na kawałki i włożyłam do czterech, sąsiadujących ze sobą kieszonek. Zobaczcie, jaki efekt można dzięki temu osiągnąć.

Korzystaj także z możliwości, które dają koszulki z mnóstwem kwadratowych kieszonek. To ciekawy sposób na wyeksponowanie mniej ważnych lub mniej udanych fotografii. Dzięki temu możesz podsumować jakiś aspekt wyjazdu, np. kuchnię, w jednej koszulce. 

Równie ważne jest nadanie albumowi osobistego charakteru za pomocą tekstu. Opisz wspomnienia, podpisuj zdjęcia i wydarzenia. Napisz coś osobistego, czego nie widać na fotografii. Takie drobne notatki sprawią, że późniejsze przeglądanie albumu będzie jak podróż w czasie. To opisy zdarzeń dają zdjęciom prawdziwą moc przywoływania wspomnień.

Jak mądrze korzystać z dodatków? Kilka pomysłów na albumowe zrób-to-sam

Jak wiecie, razem z albumem i koszulkami dostałam od firmy Family Portaits całą masę pięknych, kolorowych kart i naklejek. Family Portaits oferuje zestawy kart w formacie 4×6 (odpowiadającym zdjęciom 10×15). Część z dostępnych kart jest przygotowanych do przecięcia na pół, dzięki temu mieszczą się w pionowych kieszonkach. Jednak było ich zdecydowanie zbyt mało jak na moje potrzeby. Ponadto, w pakiecie od FP brakowało mi kart 2×2 cale, dopasowanych do kwadratowych kieszonek (z tego co wiem, Family Portaits już pracuje nad maleńkimi, kwadratowymi kartami – czytacie mi w myślach! ;-)). 

Nie chciałam robić dodatkowych zakupów, pogrzebałam więc w moim scrapbookingowych zasobach, wydobyłam kolorowe papiery i z pomocą mojego ulubionego narzędzia do prac okołopapierowych – gilotyny – stworzyłam swoje własne karty.

Część z nich powstała na bazie przeciętych na pół kart od Family Portaits – jak na przykład te użyte poniżej. Do pięknego tła dokleiłam białą kartkę z tekstem, całość dopełniła niewielka naklejka.

Część kart stworzyłam zupełnie od zera, posługując się kolorowymi papierami. Tutaj również z pomocą przyszły mi naklejki.

Podsumowanie pracy nad albumem Project Life z podróży

Nie potrafię powiedzieć jednoznacznie, czy Project Life jest lepszą czy gorszą formą dokumentowania wspomnień. Myślę, że wszystko zależy od preferencji użytkownika. Project Life pozwala na ogromną kreatywność, narzuca jednak swoje ograniczenia, o których trzeba pamiętać już na etapie wykonywania fotografii. Myślę, że to fajna alternatywa dla codziennego dokumentowania wspomnień, tydzień po tygodniu czy miesiąc po miesiącu. W przypadku albumu z wakacji, gdzie na raz musiałam zmierzyć się z ponad setką wywołanych zdjęć, ogrom pracy na początku przytłaczał.

Poza tym, pracy nad Project Life trzeba się po prostu nauczyć. Metodą prób i błędów wypracować sobie swój system tworzenia pięknych treści. Widzę to także w moim albumie Project Life z podróży – pierwsze strony nie są takie, jak bym chciała. Dopiero z biegiem czasu nauczyłam się, jaki format kart i zdjęć bardziej mi odpowiada, wypracowałam swój system projektowania stron i ozdabiania ich. Podczas pracy nad kolejnym albumem (bo na pewno będzie kolejny!) będę wiedziała już, jakie materiały są mi bardziej przydatne, a jakie mniej, jaka kolorystyka i kształt kart najbardziej mi odpowiadają i jakiej wielkości naklejki są mi potrzebny. Jak to mówią, pierwsze koty za płoty! Mimo wszystko jestem bardzo zadowolona z mojego wakacyjnego Project Life i chętnie wracam do ciepłych, beztroskich dni na Teneryfie.

Wam też przesyłam trochę kanaryjskiego słońca! 😉

Wpis powstał we współpracy z firmą Family Portaits.