Rodzina

Kurs oszczędzania czasu dla matek

Święta Wielkanocne minęły nam ekspresowo. W tym roku do standardowych dwóch świątecznych dni dołożyliśmy jeszcze sobotnie świętowanie moich urodzin. Inaczej niż zwykle, z racji na pewne techniczne zawirowania także niedzielne śniadanie i obiad odbywały się u nas w domu. To wszystko oznacza, że mieliśmy zaplanowane menu ze sporą ilością pozycji: ugotowałam i nafaszerowałam chyba z 20 jajek, z pieca wyfrunęły trzy blachy ciasta i pasztet, a gonił je odświętny schab. Były sałatki, gotowane szynki i kiełbaski na ciepło. Do tego udało mi się nareszcie wyskoczyć do fryzjera, zrobić wiosenne paznokcie i przygotować całkiem sporo świątecznych dekoracji hand-made.

Tyle roboty! Jak Ty to ogarnęłaś z Twoim mało śpiącym, bardzo aktywnym Młodym Człowiekiem? Śpisz w ogóle? Padały pytania.

Tak, śpię. Nie kładę się później niż o 23:00, a do tego standardowo pozwalam sobie na spanie z Jaśkiem podczas popołudniowej drzemki. Przypomnę Wam także, że mój urlop macierzyński definitywnie skończył się półtora miesiąca temu, więc codziennie rano wychodzę do pracy.

Jak to robię? Zwyczajnie. Mój syn nauczył mnie wdzięczności za każdą chwilę. Czas stał się nagle bardzo cenny, a dzięki temu lepiej – i przede wszystkim bardziej świadomie – go wykorzystuje. Nauczyłam się analizować każdą chwilę, aby jej nie zmarnować. I okazuje się, że nagle mam czas na wszystko, dokładnie tak samo jak przed urodzeniem się Jasia. Oszczędzanie czasu można wcielać w życie nawet na levelu rodzinnym! 😉

Oszczędzanie czasu w praktyce – kilka rad i wskazówek dla mam i nie tylko

1. Nie gadaj tylko rób!

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile czasu marnujemy na narzekanie, że…nie mamy czasu! Ogłaszamy na facebook’u jak to jesteśmy zarobieni, roztrząsamy w głowie najlepsze sposoby wykorzystania czasu, analizujemy, rozmyślamy zamiast…zwyczajnie zabrać się do roboty! No dalej, co tutaj robisz – wyłącz wi-fi i zrób coś! Oszczędzanie czasu naprawdę nie może być łatwiejsze.

2. Nie odkładaj na później

To podstawowa zasada, która pozwala nam przetrwać i opanować chaos. Dzięki wykonywaniu pewnych rzeczy od razu, nie musimy marnować na ich zrobieniu dwukrotnie tyle czasu. Po śniadaniu odkładam naczynia od razu do zmywarki. Nie za chwilę, nie najpierw na blat czy do zlewu. Wstaję od stołu z talerzem w ręce i od razu otwieram zmywarkę. Sprzątanie po śniadaniu staje się dzięki temu częścią posiłku, później nie muszę już zajmować się brudnymi naczyniami. I tak jest ze wszystkim – przebierając się, wkładam ubrania od razu do szafy lub kosza na pranie; przywiezione zakupy przesypuje od razu do odpowiednich pojemników do przechowywania, pędzle myje zaraz po umalowaniu twarzy. Szkoda mi czasu na „zaraz”, skoro dana czynność to tylko minuta lub dwie.

3. Nie marnuj żadnego kroku!

Wiecie, ile razy w ciągu dnia przemierzamy bez ładu i składu nasze mieszkania? Staram się tego nie robić, szczególnie podczas sprzątania. Idę z salonu do łazienki, odnosząc porzuconą przez Jaśka szczoteczkę do zębów. Rozglądam się więc, czy w salonie nie panoszy się więcej łazienkowych gratów. Jeśli tak, zabieram je od razu ze sobą. Po odłożeniu na miejsce szczoteczki do zębów podnoszę z podłogi rozrzucone przed chwilą przez Jasia pranie, w locie chwytając zabawki, które Młody Człowiek przyniósł do łazienki z salonu. Zabieram je ze sobą, w końcu idę w tamtym kierunku. 

Jeśli trzeba wyrzucić śmieci (za co odpowiedzialny jest W.), to nigdy nie kończy się tylko na tej jednej czynności. W. po drodze zanosi coś do samochodu albo wrzuca graty do piwnicy. Staramy się tak planować czynności, aby nie marnować czasu i kroków. To łatwy sposób na oszczędzanie czasu i energii.

Podobne zasady dotyczą w naszym domu absolutnie wszystkiego. Jeśli gotuję kaszę dla Jasia, nie stoję nad garnkiem. Zaglądam do niego co chwilę, ale w międzyczasie uprzątnę bałagan na blacie albo opróżnię zmywarkę. Podczas kąpieli zaczynam od mycia włosów i nałożenia odżywki, a później zajmuje się myciem reszty ciała. Dzięki temu odżywka ma chwilę na dobroczynne działanie dla włosów, a ja nie marnuję na to dodatkowych minut.

Jeśli wiem, że będę rozgrzewać piekarnik do upieczenia ciasta, to tak planuje obiad, aby w tym samym, ciepłym piekarniku usmażyć chwilę później kurczaka. Oszczędzanie czasu i prądu w jednym!

4. Automatyzuj i rytualizuj

Pisałam już o tym kiedyś, jeszcze w erze „przed dzieckiem”. Im więcej czynności powiążesz ze sobą w logiczne, powtarzalne ciągi, związane np. z daną porą dnia, tym będzie Ci łatwiej je wykonać. Codziennie rano zaczynamy dzień od powtarzalnych, prostych czynności. Nawet, gdy Młody Człowiek wybije nas z porannego rytmu – a robi to codziennie 😉 – łatwiej nam odnaleźć się w znanym schemacie i szybko do niego wrócić.

Podobnie wygląda sprawa ze sprzątaniem. Każda rzecz w naszym mieszkaniu ma swoje stałe miejsce. Dzięki temu nie tracimy czasu na szukanie, a sprzątanie jest naprawdę szybką czynnością. Wszystko dzieje się automatycznie!

Staram się nie tracić czasu nawet na takie proste czynności, jak wymyślanie obiadu na kolejny dzień. Na lodówce przypięta jest lista naszych podstawowych, szybkich dań obiadowych. Często korzystamy z tej ściągi, porównując ją z zawartością lodówki i pomysły na dania na cały tydzień robią się same.

5. Postaw na elastyczność!

Wiele czynności w naszym domu poodwracaliśmy do góry nogami ze względu na Jasia. Jego zajęczy sen sprawia, że nie odważyłabym się włączyć blendera czy miksera wieczorem. Dlatego jeśli zaplanowałam na wieczór pieczenie ciasta, które wymaga ubicia białek, to ubijam je jeszcze zanim położę Jasia spać, a resztą ciasta zajmuje się później.

Co wtorek wychodzę na zajęcia fitness na 17:00. Jeśli akurat dzień zaczął się wyjątkowo wcześnie i przewiduję, że po moim powrocie Jaś byłby już przemęczony i miał problem z zaśnięciem, nie idę na zajęcia. Zamiast tego po wczesnym położeniu Młodego Człowieka do łózka wskakuje w ciuchy do biegania i w ten sposób realizuje swoje sportowe potrzeby.

Innymi słowy – jeśli coś nie układa się po mojej myśli, zmieniam plany tak, aby maksymalnie wykorzystać dostępne aktualnie zasoby. Nie rozpaczam i nie szukam wymówek, aby czegoś nie zrobić. Po prostu modyfikuje plany i działam inaczej.

6. Świadomie oszczędzaj czas na czynnościach, na których warto to robić.

Wiecie, dlaczego od dawna nie jemy w domu ziemniaków? Bo czas zaoszczędzony na ich obieraniu i długim gotowaniu wolę poświęcić na dywanowe szaleństwa z Młodym Człowiekiem. Zamiast tego wrzucam do wody makaron lub kaszę.

Tak samo wygląda organizacja jedzenia w naszym domu. Planujemy z wyprzedzeniem posiłki, a w telefonie mam zainstalowaną aplikację z listą zakupów. Zawsze, gdy wyrzucam do kosza puste opakowanie po mące czy tuńczyku, klikam odpowiednie pole na liście zakupów. Dzięki temu nie muszę później przeglądać szafek kuchennych zastanawiając się, co tym razem trzeba kupić.

Już nie mówię o największym według mnie marnotrawstwie czasu i energii czyli zwykłych, dużych zakupach w supermarkecie. Co najmniej dwie godziny z życia rodziny zmarnowane na bezsensowne jeżdżenie w kółko po wielkopowierzchniowym sklepie, stanie w kolejce do kasy… Nie, dziękuję. Tesco on-line działa na tyle sprawie, że na pewno jeszcze długo z niego nie zrezygnujemy. Wyklikanie zakupów zajmuje mi maksymalnie 10 minut, a ich odebranie sprzed samych drzwi mieszkania do dosłownie chwila. Dwie godziny z życia mojej rodziny są cenniejsze niż 8 złoty, które płacę za cotygodniową dostawę zakupów pod same drzwi. Takie oszczędzanie czasu jest warte wydanych na nie pieniędzy.

Drugim ważnym sposobem na oszczędzanie czasu jest u nas w domu brak telewizora. Nie musimy ćwiczyć silnej woli, aby go nie włączać – po prostu go nie posiadamy. Jeśli chcemy obejrzeć film czy serial – szukamy czegoś konkretnego i oglądamy na komputerze. Albo od święta odpalamy projektor na ścianie ;-). Telewizor jest okropnym pożeraczem czasu, nawet wtedy, gdy włączymy go jedynie „w tle”. Wiem, że nie każdemu odpowiada brak tego sprzętu w mieszkaniu, ale zawsze warto przemyśleć i przeliczyć ilość czasu, którą przed nim spędzamy.

7. Marnuj czas – świadomie 

Jeśli chcę marnować czas scrolując facebook’a albo czytając wykop, robię to ŚWIADOMIE i wybieram na to odpowiednie momenty. Tak, tak, dobrze słyszysz! W ciągu dnia mamy wyznaczone chwilę na leżenie i nic-nie-robienie, marnowanie czasu w internetach i gadanie o zupełnych głupotach. To czas w czasie drzemki Jaśka i przed wieczornym położeniem się do łóżka. Wtedy jesteśmy już zmęczeni całym dniem i nie wymagamy od siebie zbyt wiele, a świadomość wykonania wszystkich obowiązków pozwala nam na lenistwo w pełnym tego słowa znaczeniu. 

8. Celebruj momenty, które są tego warte.

Powyższe zasady ogólnie pojętego multitaskingu dotyczą prawie wszystkich sfer życia. Prawie. Wspólna zabawa, odpoczynek czy spacer to momenty, które celebrujemy. Weekendowe śniadania – cotygodniowa, sobotnia jajecznica ze świeżymi bułkami. Niedzielny omlet z białym serem. A do tego leżenie w łóżku po obudzeniu się, wspólne zabawy i śmiechy w piżamach w weekendowe poranki. Na to zawsze musi znaleźć się czas.

Są takie momenty, że nagle obowiązków jest zbyt wiele i chwile przyjemności stają się zagrożone. Wtedy mówimy stanowczo nie. Odpuszczamy. Będzie jedno ciasto mniej. Podłogę umyjemy jutro rano. Teraz czas na relaks, film czy planszówkę. A przede wszystkim na spacer, bieganie z Młodym Człowiekiem po trawie i kilka zjazdów na zjeżdżalni. To są momenty, podczas których się nie śpieszymy. Nie ma nerwowego patrzenia na zegarek. To nasz czas i celebrujemy go z całym sił.

To też szansa na naładowanie akumulatorów. Świadome przeżywanie każdej chwili razem sprawia, że później z większą łatwością wchodzimy w codzienne obowiązki. Po świadomym odpoczynku głowa jest od razu bardziej świeża, łatwiej wtedy planować i działać.

To by było na tyle z naszych wypróbowanych sposobów na oszczędzanie czasu przy małym dziecku.

Pewnie ktoś powie, że łatwo mi się mówi, bo mam tylko jedno dziecko. Gdy studiowałam, od tych samych osób słyszałam „łatwo Ci się mówi, nie masz rodziny i zobowiązań”. Gdy wyszłam za mąż i pracowałam w trzech miejscach równocześnie słyszałam „Ty to masz fajnie, nie masz jeszcze dziecka”. Kiedy urodził się Jaś słyszę „przy jednym dziecku to nie ma zbyt wiele do roboty, zobaczysz później”. I tak od chyba 10 lat stale ktoś mi mówi, że mam zbyt łatwo, że innym jest trudniej i że za chwilę zobaczę, jak będzie mi ciężko. A ja po prostu idę przez kolejne etapy w życiu i nie użalam się nad sobą, nie zazdroszczę innych, którzy mają łatwiej, tylko podwijam rękawy i działam.

I z tą myślę Was zostawiam. A jak to jest u Was, jak radzicie sobie z nadmiarem obowiązków? Czy też macie poczucie, że im więcej na głowie tym lepiej działa Wasza organizacja czasu? Dajcie znać!