Wychowanie

Okresy sensytywne w rozwoju dziecka

„Tylko dzieci rozszerzające dietę metodą BLW szybko opanują posługiwanie się sztućcami i samodzielne jedzenie!” „Trening zasypiania jedyną metodą, aby oduczyć malucha zasypia na rękach!” „Stymuluj, cały czas stymuluj swoje dziecko, zabieraj je z jednych zajęć dodatkowych na drugie!” Te i inne rodzicielskie „rady” i teorie, w których niezmiennie przewijają się słowa „zawsze”, „nigdy”, „tylko wtedy gdy” sprawiają, że – my rodzice – stajemy po jednej ze stron barykady, krytycznie odnosząc się do osób po drugiej stronie. Kurczowo łapiemy się „jedynej-słusznej-teorii” wierząc, że tylko ta metoda doprowadzi nas do pożądanych efektów wychowawczych. Dziś chciałabym Wam przedstawić inną drogę. Zainspirowana pedagogiką Marii Montessori zapraszam Was do świata rodzicielskiej wrażliwości, podążania za potrzebami dziecka, uważnego obserwowania i elastycznego dostosowywania się. Żadnych żelaznych reguł, żadnej polaryzacji, za to kilka słów o tym, co to jest okres sensytywny.

Pedagogika Montessori fascynuje mnie od jakiegoś czasu. Jedną z teorii Marii Montessori, którą uważam za najbardziej wartościową – i tą teorię właśnie przeciwstawiam wielu innym – jest ta dotycząca tzw. okresów sensytywnych.

Okres sensytywny, inaczej okres wrażliwy lub okres krytyczny to taki moment w życiu dziecka, w którym ma największą łatwość w przyswajaniu danej umiejętności. Okres sensytywny na daną czynność czy umiejętność objawia się wzmożonym zainteresowaniem malucha pewnymi czynnościami, obsesyjną wręcz potrzebą zajmowania się tą a nie inną zabawą czy czynnością.

Rodzicom najłatwiej zaobserwować okresy krytyczne w rozwoju najbardziej znaczących umiejętności, jak siadanie, raczkowanie czy chodzenie. Widzimy wtedy doskonale, że nasz maluch raz za razem wstaje czy próbuje stawiać kroczki, zapominając na jakiś czas o innych zabawach i czynnościach, jakby pochłonięty bez reszty zdobywaniem nowej umiejętności i nieustannym doskonaleniem jej. Następnie, kiedy umiejętność zostaje już nabyta, staje się dla dziecka czymś oczywistym i normalnym, a maluch porzuca swoje niekończące się ćwiczenia, przerzucając uwagę na pozostałe aktywności i zabawy. 

Okresy sensytywne nie dotyczą jednak tylko tzw. „wielkich” umiejętności jak chodzenie czy raczkowanie. Dotyczą całego szeregu mniejszych umiejętności, często przechodząc niedostrzegalnie. Na przykład maluszek w pewnym momencie zaczyna kraść mamie łyżeczkę i z uporem maniaka miesza nią w miseczce (być może to okres sensytywny na naukę posługiwania się sztućcami) albo z największą frajdą przerzuca z jednego miejsca na drugie drobne przedmioty (rozwój chwytu pęsetkowego).

W mojej opinii jedną z ważniejszych rodzicielskich umiejętności jest wychwycenie takich okresów sensytywnych i wspieranie dziecka w rozwoju nowej umiejętności. Uważna obserwacja malucha pozwala na szybką reakcję, zapewnienie dziecku interesujących go w danej chwili bodźców i wykorzystanie danego okresu sensytywnego do maksimum. Innymi słowy – podążanie za potrzebami dziecka i towarzyszenie mu w nabywaniu nowych umiejętności.

Skoro więc wiemy już, że mamy uważnie patrzeć, pozostaje pytanie, jak wspierać dziecku w danym okresie krytycznym? Rozwijając te pytanie – jak wspierać, aby nie przytłoczyć i nie zniechęcić? Przede wszystkim – odpuścić, dać sobie i dziecku trochę luzu. Zachęcać, ale nie zmuszać. Pozostawić maluchowi wybór. W końcu to tak samo wolny człowiek jak my, tylko mniejszy.

Dam Wam przykład z naszego domowego ogródka. Jak wiecie, podczas rozszerzania diety Jasia z różnych względów nie wybraliśmy żadnej ze skrajności. Wprowadzaliśmy nowe pokarmy zarówno łyżeczką jak i w formie zalecanej przez entuzjastów BLW, czyli do rączki. Jaś bardzo polubił jedzenie zupki czy kaszki łyżeczką, za to cząstki mandarynki czy kawałki kluski zdecydowanie wolał brać we własne paluszki. Akceptowaliśmy to i nie naciskaliśmy na żadną z form. W pewnym momencie nasz syn zacząć wyrażać wręcz obsesyjne zainteresowanie miseczkami i garnkami, z których jadł. Wkładał do nich rączki, mieszał, chlapał. Dość szybko zaczął także mieszać w miseczkach łyżeczką. W pewnym momencie zjadał posiłek tylko wtedy, gdy miał w rączce łyżeczkę, którą mógł stukać po swojej miseczce. Po kilku dniach takiej zabawy zamówiłam dla Młodego Człowieka komplet sztućców dla maluszków. Kiedy dałam Jasiowi poręczny widelczyk, nie zastanawiał się ani chwili, tylko nabił na niego kawałek mandarynki i natychmiast włożył go prosto do buzi, z zadowoloną miną. A przy następnym posiłku sam nakładał kaszkę na łyżeczkę i całkiem sprawnie trafiał do ust. Bez żadnej nauki, bez długotrwałego układania sztućców obok talerza, aby mógł się z nimi oswoić. Tylko patrzył na mniej wzrokiem mówiącym „no mamo, pochwal mnie, dałem radę!” ;-).

Nie piszę Wam tego po to, aby udowodnić, jakie moje dziecko jest fantastyczne i jak szybko się uczyć. Pewnie wiele maluchów w jego wieku już dawno sprawnie posługuje się sztućcami. Chcę Wam raczej przekazać, że – moim zdaniem – nawet gdybym kładła Jaśkowi obok talerza komplet sztućców od początku rozszerzania diety – z dużym prawdopodobieństwem zrzucał by je na podłogę albo traktował jako gryzaki aż do momentu, kiedy nadszedł w jego rozwoju okres sensytywny na naukę posługiwania się sztućcami.

Dlatego czasem nie warto się upierać. Nie warto porównywać dziecka z tabelką, wymagając od malucha osiągnięcie danej umiejętności. Myślę, że zdecydowanie większą wartość ma uważna obserwacja dziecka, wspieranie jego spontanicznej zabawy i podsuwanie mu aktywności, które akurat są dla niego najatrakcyjniejsze. 

Wspieranie dziecka w rozwoju danej umiejętności to na przykład podsuwanie maluchowi zabawek, które pomogą mu rozwinąć nabywaną akurat umiejętność, ale często to tylko nasze przyzwolenie na pewnego rodzaju zabawy czy aktywność, np. wspinanie się na meble. 

Na koniec chciałabym dodać jeszcze jedno. Próbę dostrzeżenia u swojego malucha okresów sensytywnych można porównać do próby stwierdzenia, że naszemu dziecku właśnie teraz „idą” kolejne zęby. Często zdarza nam się każde rozdrażnienie, stan podgorączkowy lub gorszą noc uznawać za symptom wyrzynających się mleczaków. Czasem mamy rację, a czasem…nie. Podobnie sprawa wygląda z okresami sensytywnymi. Czasem będzie to tylko chwilowa fascynacją danym przedmiotem, nową zabawką czy książeczką i podsuwane przez nas pomoce czy zabawki podobnego typu nie wzbudzą zainteresowania. Ale równie często będzie to właśnie oznaka okresu sensytywnego na daną umiejętność i nasze działanie będzie wspomagało rozwój malucha. Myślę, że warto zaryzykować chociaż czasem. Obserwować malucha, próbować, testować, podsuwać i proponować. Ale zawsze pozostawiać wybór i szanować wolność (oczywiście z zakresie, w którym dziecku pozostaje bezpieczne). Bo, jak staram się Wam przekazać od początku tego wpisu, nic na siłę, zawsze w zgodzie z sobą i dzieckiem. 

Ps. Naszym kolejnym zakupem będą maluszkowe kredki – Jaś po opanowaniu widelca i łyżeczki z wielką fascynacją kradnie nasze ołówki i długopisy, kreśląc nimi po wszystkich możliwych powierzchniach. A więc to ten czas! ;-).

Źródło:

Barbara Surma, Dziecko w twórczości pedagogicznej włoskiej lekarki Marii Montessori (1870-1952), „Rocznik Wydz. Ped. WSF-P IGNATIANUM w Krakowie”, Kraków 2004, s. 125-141.