Wychowanie

Jak uśpić niemowlę? Magiczna moc piłki do pilatesu

jak uśpić niemowlę

Jak uśpić niemowlę? To pytanie zaprząta nam głowę od dobrych kilku tygodni. Sposobów jest milion, większość nieskutecznych, albo przynajmniej nasz syn jest oporny.

Odkąd opatentowałam, że podczas karmienia i bujania Małego mam co najmniej jedną rękę wolną i mogę ją wykorzystać na czytanie, korzystam z tego przy każdej okazji. No, chyba że akurat padam na twarz tak bardzo, że poddaje się fali oksytocyny podczas karmienia i zwyczajnie zapadam w drzemkę, kiedy mały ssak spożywa swój posiłek. Kiedy więc karmię i nie śpię, albo bujam się z Młodym na naszej nieodłącznej piłce do pilatesu (o tym za chwilę!) czytam i się wkurzam. Czytam, szukając pocieszenia w moich macierzyńskich trudach, wertuje mądre książki, przeczesuje blogi i poradniki dla młodych matek. Moje oko przykuwa każdy tekst, który opowiada o tym, jak uśpić niemowlę:

 „2-3 miesięczne niemowlę powinno spać około 15 godzin na dobę”; „dobrze, jeśli nauczysz dziecko samo zasypiać w łóżeczku bardzo wcześnie”; „jeśli nie potrafisz uśpić dziecka, wsadź je do wózka, podczas jazdy po mieszkaniu na pewno zaśnie”; „większość dzieci zasypia od razu po nocnym karmieniu, szczególnie jeśli karmisz na leżąco”.

Czytam to wszystko i łapię się za głowę (mentalnie tylko, bo dziecko na rękach przecież trzymam), czy trafił mi się egzemplarz jakiś wyjątkowy, a może moje metody usypiania są nie takie, jak trzeba? Ja wiem, że dzieci są różne, ale żeby aż tak skrajnie? Na leżąco mój syn je jak mały dzikus, prycha, szarpie się, wykręca – nie ma możliwości, aby przy tym zasnął, bliżej temu do rodeo niż drzemki. O samodzielnym zasypianiu nie wspomnę, łóżeczko to trochę atrapa w naszym domu, dobrze chociaż, że ładne jest ;-). 15 godzin przesypiał chyba tylko przez pierwszy tydzień. Wózkiem bujaliśmy się ostatnio przez 40 minut, w te i we wte po przedpokoju, Młody machał rączkami, cieszył się, gadał, ale spać nie chciał. 

Problemy ze snem były u nas od początku – najpierw Jasiek chciał… tylko spać, nawet jedzenie nie było mu do szczęścia potrzebne. Potem, jak już ogarnął co i jak ze tym ssaniem, postanowił przejść w tryb „jem co dwie godziny”, a że na początku wiadomo – ssanie mało efektywne – lądowaliśmy na fotelu do karmienia na pół dnia, bo koniec jednego karmienia jakoś magicznie pokrywał się z drugim. Na sen dziwnym trafem nie było już czasu. Ani mój, ani jego oczywiście. Mgliście pamiętam te pierwsze tygodnie, kiedy Mały spłakany usypiał ze zmęczenia koło północy. Nie wiemy, ani ja ani W., jak go wtedy usypialiśmy, bo sami byliśmy tak zmęczeni, że nic do nas nie docierało. Codziennie rano padało pytanie „jak Jasiek zasnął?” i codziennie brakowało nam odpowiedzi. 

jak uśpić niemowlę

Któregoś desperackiego wieczoru z dzieckiem na rękach przeczesywałam google i jednym z wyników wyszukiwania frazy „jak uśpić niemowlę” była strona, opisująca metodę usypiania 5S według Harvey’a Karp’a (klikajcie tutaj). Nie zastanawiałam się długo, zawinęłam Młodego w rożek (odszczekuję wszystko, co złego powiedziałam o rożku!), włączyłam tryb intensywnego bujania z efektem poszumiwania i…Jasiek spał po 10 minutach. Metoda była w pełni skuteczna jakoś przez dwa dni. Nadal z niej korzystamy (a raczej ja korzystam, bo na próby usypiania przez tatę Jasiek reaguje rykiem), z tej prostej przyczyny, że nie znaleźliśmy niczego lepszego. Kilka razy dziennie serwuje Młodemu pełen program rozrywkowy – tulenie, bujanie (a czasem skakanie, tańczenie i inne atrakcje), do tego szumienie i głaskanie. Po tygodniu prawie odpadły mi ręce, nadgarstki bolały, o kolanach nie wspomnę. Zdarzało się, że bujałam się nawet, gdy dziecko już smacznie spało. Kołysałam się jedząc kolację, albo pod prysznicem, zupełnie nieświadomie. I wtedy właśnie, w akcie totalnej desperacji, wysłałam W. do piwnicy po…piłkę do pilatesu.

Nie mówię, że ten wielki, owalny przedmiot, który zagraca nam połowę salonu (ale przynajmniej kolorystycznie pasuje do kanapy!), zmienił nasze życie jakoś diametralnie. Nadal usypianie trwa. Czasem trzy minuty, jeśli uda się w odpowiednim momencie uchwycić zmęczenie Młodego, a czasem…pięć godzin. Podczas tych pięciu godzin Jasiek oczywiście śpi. Głównie na moich rękach, kiedy bujam się na piłce. A później jakieś 5-6 minut po odłożeniu. Chociaż zdarza się i tak, że budzi się jak tylko przekroczę próg sypialni. Albo jak tylko jego pupa dotknie materaca. W każdej z tych sytuacji zabawa zaczyna się od nowa. 

No dobrze, ale co z tą piłką? 

Piłka…

– odciąża kręgosłup (A były takie dni, kiedy już o 17 plecy bolały z noszenia; teraz, mimo że Jaśkowi przybywa kilogramów, jakoś da się żyć. Kładę mój zarożkowany, dziecięcy kebab na jednym kolanie, przytrzymuję drugą ręką i tak się bujamy);

– pozwala na rytmiczne bujanie, które dzieciaki lubią (no i jakoś łatwiej natężenie zmieniać);

– odciąża kolana

– daje rodzicom poczucie bezpieczeństwa, że nie zrobią dziecku krzywdy (słyszeliście kiedyś o zespole dziecka potrząsanego? Na piłce szansa na to jest zdecydowanie mniejsza!)

– można się na niej bujać podczas oglądania House of Cards albo Oscarowych filmów 😉

Więc jeśli jeszcze macie wątpliwości, czy piłka do ćwiczeń to zbędna fanaberia, a Wasze dziecko zasypia tylko bujane na rękach, przemyślcie wizytę w Decathlonie. 

Ps. Od wczoraj testujemy Whishbeara, dam znać, czy pomógł. Mieliśmy już serdecznie dość szumienia „ustnego”, po kilku minutach zasychało w ustach i pierzchły wargi, aplikacja na telefon stale się zacinała albo telefon był wyładowany, więc postanowiliśmy zaszaleć i Młody dostał swoją pierwszą, designerską zabawkę. 

A Wasze dzieci jak zasypiają? 

  • Kocham Karpa i jego metodę 5S. Owszem, czasem trzeba dłużej ją stosować, ale mimo wszystko nie wiem jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy jej nie odkryli. Teraz już jest znacznie lepiej, są wieczory, kiedy Zosia sama zasypia w łóżeczku, myślę, że wszystko jest kwestią czasu.
    Piłkę do Pilatesu polecała nam doradca laktacyjna, ale już na nią nie mam miejsca w domu. Wishbeara mamy, ale jest za cichy na płacze naszej Zosi. do zasypiania tylko suszarka 😀 On się raczej sprawdza w nocy.

    • U nas Wishbear odpalany jest tylko w dzień, nie do usypiania tylko w momencie odkładania do łóżeczka, wtedy jest szansa, że młody pośpi chociaż te pół godzinki (bo budzi się zwykle jak tylko misiek się wyłączy). A pan Karp powinien dostać Nobla za swoją metodę, mam wrażenie że wielu młodym rodzicom ratuje ona życie 😉

      • U nas to budzenie po wyłączeniu w dzień też jest niestety :/ Ale mimo wszystko w nocy lepiej się sprawdza i czasem przy samodzielnym zaśnięciu też pomaga. Ogólnie jestem średnio z niego zadowolona, ale jak się zepsuł i nie było go dwa tygodnie, to jednak mocno odczułam brak szumienia.

        • Muszę w takim razie spróbować włączyć go Jaśkowi w nocy, może u nas też podziała.