DIY Lifestyle

Grudniownik – podsumowanie naszego december daily

Mamy już luty! Czas pędzi nieubłaganie, a przecież dopiero co ubieraliśmy choinkę. A może by tak wybrać się w małą podróż w czasie i powspominać ten najpiękniejszy z zimowych miesięcy? Tak jak pisałam Wam w poście o pomysłach na piękny grudzień, przez cały miesiąc dokumentowaliśmy naszą codzienność, tworząc grudniownik czyli december daily. Krótko po Nowym Roku wysłałam prawie 200 (?!) zdjęć do fotolabu, a później spędziłam kilkanaście styczniowych wieczorów na wyklejaniu naszego grudniownika. Teraz grzecznie leży na półce i czeka na to, abyście i Wy do niego zajrzeli.

A oto i on, grudniownik we własnej osobie:

Nasz grudniownik powstał w dość nietypowy sposób. W Jaśkowym albumie z pierwszego roku życia (o którym możecie poczytać tutaj i tutaj) zostało jeszcze sporo wolnych kartek. Postanowiłam więc, że wykorzystam ten zapas na grudniowe zapiski. 

Co było mi potrzebne do codziennej dokumentacji rzeczywistości?

  1. Album – mój to album 30 cm x 30 cm upolowany na allegro za kilkanaście złotych;
  2. Klej, nożyczki, podklejki do zdjęć;
  3. Kolorowy papier i naklejki – kupione w sklepach scrapbookingowych, na świątecznych wyprzedażach w dużych marketach (zaopatrzyłam się w Lidlu, Biedronce, Auchan, Tesco…chyba wszędzie!;-);
  4. Zdjęcia – dużo zdjęć! Wykonywanych obowiązkowo CODZIENNIE! Odpuściliśmy tylko przez dwa dni, kiedy całą rodzinę dopadła grypa żołądkowa
  5. Zapiski z codzienności – starałam się każdego wieczoru opisać w kilku słowach mijający dzień. Dzięki temu wspomnienia są prawdziwe i nie zapomniałam o drobiazgach, które tak naprawdę tworzą naszą codzienność.

Dlaczego warto dokumentować codzienność? Dlaczego warto prowadzić grudniownik?

Aby pamiętać, cieszyć się, dziękować i bardziej się starać.

Często bywa tak, że zapominamy o wszystkich tych drobnych przyjemnościach, które sprawiają, że nasze życie ma sens. W niepamięć idą maleńkie cuda, które wywołują uśmiech na naszej twarzy. W setkach codziennych zdarzeń rozmazują się prawdziwe radości, rozpływa się wdzięczność za drobiazgi. Po kilku dniach, tygodniach, a już na pewno miesiącach nie pamiętamy już, jakie uczucia towarzyszyły nam danego dnia. 

Wielu z nas wydaje się, że prowadzi nudne i smutne życie. Widzimy siebie przez pryzmat dużych, ważnych spraw, na przykład pracy. Pamiętamy tylko spektakularne wydarzenia (w szczególności porażki…) i nudną, szarą rzeczywistość. A przecież warto uświadomić sobie, że każdego dnia w naszym życiu dzieje się coś wartościowego. I szukać tych pięknych chwil. A jeśli jest ich zbyt mało? To też ważna wiadomość. Nigdy nie jest za późno, aby dać sobie szansę na bardziej szczęśliwe życie. To trudne zmienić w jednej chwili pracę czy mieszkanie, ale jest tysiąc jeden drobnych rzeczy, które sprawią, że poczujemy się lepiej.  Ciepła kawa z bitą śmietaną w ulubionej filiżance. Świeżo upieczone domowe ciasto. Ciepłe skarpety, koc i dobry film. Spacer w mroźny słoneczny dzień. Wieczór z planszówkami. Chwila tylko dla siebie z książką. Takie czynności trzeba pielęgnować i dokumentować! 

Codzienne fotografowanie rzeczywistości sprawiło też, że starałam się być bardziej kreatywna i bardziej uważna. Zwracać uwagę na drobiazgi, a jednocześnie świadomie konstruować plany zdjęciowe. To na pewno pomogło mi robić lepsze zdjęcia. 

Kreatywność rozwijałam też w trakcie przygotowywania samego albumu. Dobieranie kolorystycznie papierów, umieszczanie naklejek, układanie zdjęć – to wszystko dawało także niesamowicie dużo frajdy i pozwalało oderwać się od szarej, styczniowej codzienności.

Dzięki grudniownikowi doceniłam bardziej moją codzienność. Ale też bardziej się starałam. Nie chciałam, aby mój december daily był pusty, nie wyobrażałam sobie dnia bez świątecznego akcentu. Dlatego planowałam każdy dzień tak, aby wydarzyło się coś wyjątkowego. I wiecie co? To działało! Efektem ubocznym prowadzenia grudniownika był fakt, że byłam turboprzygotowana na Święta. Upiekłam więcej ciast i ciasteczek, niż zaplanowałam. Posprzątałam razem z W. każdy zakamarek w mieszkaniu. Nie kupiłam żadnego przypadkowego prezentu na ostatnią chwilę. Nie biegałam po galeriach handlowych w tłumie ludzi. Byliśmy na świątecznym jarmarku, chodziliśmy na zimowe spacery, zrobiliśmy masę świątecznych zdjęć i kupiliśmy dla wszystkich zimowe swetry z reniferami. 

To był rewelacyjny miesiąc!

I wiem na pewno, że w przyszłym roku też będę dokumentować ten magiczny, przedświąteczny czas!

A na zakończenie mam dla Was trochę klimatycznych, grudniowych kadrów – naszych ulubionych <3 Może nie wszystkie są perfekcyjne, na pewno nie wszystkie ostre, z niektórych w oczy razi ziarno, ale oddają to, co czuliśmy przez ten miesiąc – magię przedświątecznych przygotowań, rodzinne ciepło i mnóstwo okazji, do bycia blisko!